wtorek, 27 września 2016

Kosmos ocalonego (Agnieszka Gajewska „Zagłada i gwiazdy. Przeszłość w prozie Stanisława Lema”)

Seweryn Kahane tuż po zakończeniu wojny przewodniczył Komitetowi Żydowskiemu w Kielcach i był jedną z pierwszych ofiar pogromu kieleckiego, zginął postrzelony przez polskie służby mundurowe w budynku przy ulicy Planty. (…) może był synem drugiej żony stryja Fryca. (…) Seweryn Kahane przybył do Kielc wraz z oddziałem partyzantów AK i zaraz po wyzwoleniu miasta podjął pracę na rzecz ocalonych. Pierwsza scena „Szpitala Przemienienia” to scena pogrzebu, a trumna przyjechała z Kielc.

Nie do końca wiadomo jakie więzy pokrewieństwa łączyły Stanisława Lema i Seweryna Kahane. Na pewno przez jakiś czas mieszkali u rodziców autora „Solaris”, gdy przyszły pisarz pracował w zakładach Kremina, gdzie Żydzi poszukiwali kosztowności zaszytych w ubraniach z obozów koncentracyjnych, potem ukrywali się po „aryjskiej stronie”. 

Książka Agnieszki Gajewskiej z Instytutu Filologii Polskiej UAM w Poznaniu – „Zagłada i gwiazdy. Przeszłość w prozie Stanisława Lema” – pokazując okupacyjne losy pisarza tropi autobiograficzne wątki w utworach – tak zdawałoby się odległych jak – „Powrót z gwiazd” i wspomniany już „Szpital Przemienienia”, ślady zagłady żydowskiej mniejszości Lwowa, zakodowane w esejach filozoficznych, powieściach SF, w światach zaludnionych przez cywilizacje robotów. Lem konsekwentnie unikał mówienia wprost o przeszłości, czyniąc zaszyfrowany temat rodzinny, temat lwowski i temat żydowski, głównymi dla swej twórczości. Motyw „obcości”, „odrzucenia”, „ucieczki”, „śmierci”, „eksperymentu” przewija się od „Człowieka z Marsa” do „Pamiętnika znalezionego w wannie”. 

Zrozumieć pozycję dziwną? nietypową? osobną? Lema w polskiej literaturze możemy przez pryzmat krytyki zagranicznej. 40 lat temu prawie nie istniał – nawet w przypisach – w polskich leksykonach. Potem, jak sam żartował, z pisarza „dla dzieci”, nagle awansował na poziom „filozofa”. Krytyka niemieckojęzyczna uwielbiała go za racjonalizm i śmiałe wizje, radziecka oskarżała o szkodliwy wpływ na współczesną fantastykę w ZSRR, amerykańska (piórem Ursuli Le Guin) twierdziła, że wykracza poza poziom pojmowania czytelnika zza oceanu. Jest jak Bregg z „Powrotu z gwiazd”, który mimo swej wyjątkowości, trafia – po wieloletniej i absurdalnej dla współczesnych podróży międzygalaktycznej – do „betryfikowanej” (normalnej?) cywilizacji. Odklejony, inny, godzi się na przeciętny styl życia w egalitarnym (idealnym, bo poddanym farmakologii zwalczającej przemoc) społeczeństwie. Przy okazji można prześledzić jak współczesna popkultura literacka i filmowa czerpie nieustannie z prozy Lema. Autorka proponuje interpretację „Powrotu z gwiazd” jako metafory emigracji, połączenia z wielką falą wyjazdów rodzin żydowskich w 1958 r.

Figurą powracającą jest postać ojca – Samuela Le(h)ma, wybitnego lekarza, który cudem przeżył zagładę lwowskiego getta – w autobiograficznym „Wysokim Zamku” opisanego ze szczegółami garderoby: Krawat ojca był miękki, czarny, wyglądał jak szarfa, wiązał się w rodzaj kokardy. Garderoba, to obok rozbudowanych obrazów jedzącego bohatera, jedna z obsesji Lema i powracające echo okupacyjnego głodu. Ta postać staroświecko i dziwacznie dla współczesnych ubranego ojca, powróci chociażby w transmisji fal mózgowych Kelvina z oceanem Solaris. O innych krewnych autora „Kongresu futurologicznego” niewiele wiadomo, zginęli prawdopodobnie w Holocauście, a jedynym, z którym – okrężną drogą zresztą – korespondował po wojnie był Marian Hemar.

Lema fascynował przypadek. W charakterystyczny dla siebie, humorystyczny sposób opisywał małżeństwo rodziców, do którego doszło po wyeliminowaniu – kolejno – konkurentów przez reumatyzm, koklusz, niestrawność, przepuklinę („Przypadek i ład”). 

W „Zagładzie i gwiazdach”, dzięki drobiazgowym poszukiwaniom Agnieszki Gajewskiej, czytamy o najbardziej dramatycznym przeżyciu okupacyjnym Lema. 2 lipca 1941 r. został przez Niemców zapędzony do więzienia na Brygidkach wraz z innymi Żydami. Mieli wynosić trupy pomordowanych przez wycofującą się Armię Czerwoną. Co pewien czas rozstrzeliwano grupę z tego swoistego Sonderkomando. Żydów we Lwowie wskazywali Ukraińcy i Polacy.

Odpryski, skrzętnie ukryte w kostiumie SF, tej masakry znajdziemy później na kartach „Edenu” i „Niezwyciężonego”. Los, przypadek sprawił, że Lem ocalał.
Paweł Chmielewski
(recenzja - magazyn "Projektor" 5/2016) 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz