czwartek, 10 sierpnia 2017

„Cepelini” z Końskich (Red Bridge, Nobodys’real)

Paweł Chmielewski
("Teraz", nr 51)
Z zespołami rockowymi jest tak, że jedne wypadają rewelacyjnie na koncertach, inne należą do kategorii studyjnych. Równie wspaniali w obydwu sytuacjach są tylko i wyłącznie muzyczni giganci.

Przywołuję ten podział w związku z debiutancką płytą grupy Red Bridge „Nobody’s real”. Zespół powstał w Końskich w styczniu 2006 r. Od początku tworzą go: Konrad Kamizela (vocal i teksty), Rafał Romańczuk (gitara), Maciej Boguta (gitara), Marcin Padusiński (gitara basowa), Mateusz Salata (perkusja). Red Bridge, to skład ewidentnie „koncertowy”. Recenzje ich występów przywołują obrazy czegoś na kształt „heavy metalowego teatru”. W zasadzie, co koncert na jakimś festiwalu to nagroda, a i sam wokalista wsławił się zwycięstwem w jednej z edycji „Szansy na sukces”. Na świetnie przygotowanej od strony graficznej debiutanckiej płycie tak różowo już to nie wygląda.

Żeby było jasne, muzycznie członkowie koneckiego składu są naprawdę dobrzy. Sięgają do tradycji starego dobrego hard rocka z lat 70. i bardzo przytomnie wykorzystują chwyty znane chociażby z płyt TSA. Już w pierwszym utworze mamy skojarzenia – trochę Pearl Jam, a potem Deep Purple i przede wszystkim Led Zeppelin. „Dwójeczka” zaczyna się prawie jak „Kashmir” Cepelinów. Obok ostrych riffów znajdujemy utwory melodyjnie łagodne. Do tego silny wokal, próbujący naśladować Piekarskiego z TSA, ale... w niektórych momentach jakby nie do końca zharmonizowany z muzyką.

Najlepiej wypada zespół w trzech kawałkach po polsku, choć w warstwie tekstowej przydałby się maleńki szlif. Można mieć wrażenie, że zespół o ogromnym potencjale zbyt krótko przebywał w studiu i nie osiągnął na płycie efektu, jakim czaruje publiczność na koncertach.

Red Bridge, Nobodys’real, nakładem zespołu.