Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Dariusz Rzontkowski. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Dariusz Rzontkowski. Pokaż wszystkie posty

środa, 23 września 2015

Paradoks szkatułki „Yorgi 3. Komiks, którego nie było”, „Yorgi 4. Sąd ostateczny”, scenariusz Dariusz Rzontkowski, rysunki Jerzy Ozga)


[z tą recenzją jest trochę dziwnie - w stylu samego komiksu - powstała i została wydrukowana we wrześniu 2014 r. - "Yorgiego 3 i 4" Kultura Gniewu publikuje dopiero w sierpniu 2015. Czyli... mamy kolejny dowód na podróże w czasie ;) ]
Chichot historii. Przed PRL-owskim symbolem dostatku – sklepem Pewex – cinkciarz o fizjonomii gwiazdora Estrady z lat 60. i 70. sprzedaje dolary. Chichot – ten sam pieśniarz o aksamitnej barwie głosu i spojrzeniu zmęczonej sarny, powrócił triumfalnym tournee, nie tylko w osiedlowych domach kultury i polonijnych salkach parafialnych, ale na scenach największych festiwali. Zaś przedsiębiorstwo Pewex reaktywowano.
Tak zaczyna się część trzecia „Yorgiego” – scenariusz Dariusz Rzontkowski (grafik, znany m.in. jako twórca reklam z kabaretem Mumio), rysunki Jerzy Ozga (autor kikunastu komiksów i storyboardów dla Lecha Majewskiego). „Yorgi”, którego poprzednie części nosiły tytuły: „Hipnagogiczny stan Yorgiego Adamsa” i „Ucieczka z planety Vanish” nazywany był powrotem polskiego komiksu do SF po 20 latach od serii o Funkym Kovalu. Zaś w trzeciej odsłonie pewexowski zegarek z Myszką Miki (istotny element intrygi) stał się dziś barwnym przedmiotem pożądania, a telewizor marki Neptun, w którym czarno na białym można zobaczyć gest Kozakiewicza stoi dumnie, wśród modnych dekoracji w apartamentowcu stołecznej, korporacyjnej elity.
Świetlnego rycerza Yorgiego pożegnaliśmy (drugi zeszyt wydany na przełomie 2012 r.) w bliżej nieokreślonej przeszłości/ przyszłości, melanżu Metropolis Langa z konsumpcyjnym rajem Philipa Dicka jak z „Trzech stygmatów Palmera Eldritcha”, fabryki wymiennych wątrób, nerek i woreczków żółciowych, „Edenu” zaludnianego przez wyznawców dziwacznej religii, gdzie na plantacjach kolonii karnej hodowane są części zamienne. Świecie przyszłości czy świecie równoległym? Pęknięcie czasoprzestrzeni pokazywało w jednej ze scen wnętrze baru mlecznego z epoki gierkowskiej.
To nie przypadek, że „Rękopis znaleziony w Saragossie” Wojciecha Hasa na podstawie Jana Potockiego to ulubiony film autorów SF. Szkatułkowy świat Potockiego antycypuje Strugackich, Dicka, Żelaznego. Przejście z jednej opowieści w drugą, to jak przeskok portalem łączącym światy równoległe. „Yorgi” jest komiksem filmowym, nie wyłącznie dzięki zabiegom narracyjnym, ale również technice rysunku. Ołówkowe, dopracowane kadry tworzą wrażenie starej, wyblakłej kroniki. Technika, kreska, uległy delikatnej przemianie wraz z kolejnym zeszytem. Tutaj budują klaustrofobiczną strukturę ciasnych plansz. Rozmach i przestrzeń powrócą w części czwartej.
Szkatułkowa struktura „Yorgiego” pozwala na swobodną manipulację czasem. Kto będzie odnosił miejsca, wydarzenia, wypowiedzi postaci do realiów historycznych szybko stanie przed ścianą, którą pokonać może tylko Przechodzimur (jeden z enigmatycznych bohaterów komiksu). Opowieścią w opowieści jest paradokumentalna rejestracja, hipotetycznego spotkania Dicka z Lemem. Rozegrana w formie parodii (wykorzystane zostały stylizacje językowe i dickowski bon mot o autorze „Solaris” jako tajnym zespole pisarzy przy KGB), gdy dwaj mistrzowie piszą nieistniejącą księgę. Opowieścią w opowieści jest również nieistniejący komiks o Yorgim, czytany przez oficera MO w poczekalni szpitala psychiatrycznego. Opowieścią w opowieści są – przede wszystkim – chandlerowskie przypadki porucznika Jana Cieślika, poszukującego zaginionej żony.
Jest tu i pastisz „Facetów w czerni” (o Ewie wzywającej 07 nie wspomnę), rysunkowe żarty Ozgi – Yorgi pojawia się po raz pierwszy niczym Max Schreck, lecz w scenerii nadmorskiej, szpital w Tworkach zaludniają mutanci z „Pamięci absolutnej”, jest Breżniew na transfuzji w Klarysewie, portier o twarzy Lema i drugi jakby wyjęty z „Popiołu i diamentu” Wajdy. Wreszcie okładka ze światłocieniem i postacią w stylu „Stalkera”.
W tym szkatułkowym świecie Cieślika (vel Yorgiego – fizyczne podobieństwo bohaterów mogłoby zmierzać ku następnym paradoksom), Neosowieci budują rewitalizator, odnajdujemy scenę z łyżeczką braci Wachowskich, mamy polskie Roswell i surrealistyczną wykładnię długów ekipy Edwarda Gierka, wspomnienie zakamuflowanego Kongresu Futurologicznego w Krakowie. I oczywiście zakonspirowany Tajny Ośrodek Pozazmysłowy powołany przez radzieckie służby, który steruje prawie wszystkim. Długopisem recenzenta – być może – również.

Paweł Chmielewski
(recenzja - magazyn "Projektor 5/2014)
„Yorgi 3. Komiks, którego nie było”, „Yorgi 4. Sąd ostateczny”, scenariusz Dariusz Rzontkowski, rysunki Jerzy Ozga, Kultura Gniewu, Poznań.

poniedziałek, 21 września 2015

Tożsamość Adamsa ("Hipnagogiczny stan Yorgiego Adamsa", "Ucieczka z planety Vanish", rysunki Jerzy Ozga, scenariusz Dariusz Rzontkowski)

Na Międzynarodowym Festiwalu Komiksu i Gier w Łodzi pokazano po raz pierwszy komiks „Yorgi” z rysunkami Jerzego Ozgi i scenariuszem Dariusza Rzontkowskiego.
Autorzy są absolwentami ASP w Krakowie (wydział grafiki w Katowicach). Ozga mieszka w Kielcach, od ponad dwudziestu lat tworzy komiksy, uprawia malarstwo, jest autorem storyboardów do kilku filmów Lecha Majewskiego. Rzontkowski pracuje w warszawskiej agencji reklamowej, pisze teksty dla kabaretu Mumio.
„Yorgi” jest na polskim rynku komiksem wyjątkowym. Po pierwsze odwołuje się do klasycznej literatury science fiction, która po śmierci Zajdla i Lema przeżywa w Polsce regres. Poza Jackiem Dukajem prawie wszyscy autorzy fantastyki poszli w kierunku fantasy. Po drugie jest nakierowany na czytelnika dobrze poruszającego się nie tylko w kanonie sf, ale również klasyce filmowej, filozofii, historii religii. Jest absolutnym przeciwieństwem trochę surrealistycznych, prowokacyjnych, umieszczonych w polskich realiach najgłośniejszych komiksów ostatnich lat: „Jeża Jerzego” Rafała Skarżyckiego i Tomasza Leśniaka czy „Osiedla Swoboda” Michała Śledzińskiego.
„Yorgi” rozgrywa się w bliżej nieokreślonej przyszłości. Ludzkość, tworząca Ligę Siedmiu Planet, osiągnęła, zdawałoby się poziom szczęścia prawie absolutnego. Na masową skalę produkowane są organy zamienne, nikt zatem nie umiera. Każdy ma swobodny dostęp do narkotyków, które pozwalają trwać w błogostanie i zarazem kontrolować całą populację. Światem rządzą wielkie korporacje nadzorujące produkcję nowych trzustek, serc, nerek, benzedryny i opiatów. Gdzieś na obrzeżach znanego wszechświata egzystuje planeta obcych, wyznających tajemniczy kult i znających narkotyk pozwalający uzyskać jedność z kosmosem. Historia zaczyna się w chwili, gdy po trzystu latach od zakończenia wielkiej wojny wybucha kryzys, giną transporty środków odurzających, potentat Swan Fergusson musi zamykać kolejne fabryki, na Planecie Plantacyjnej (zarządzanej przez złowrogiego Ramsa) robotnicy pozbawieni kolejnego odcinka komiksu „Czarna Pantera” – jedyny przejaw sztuki w przyszłości – podnoszą bunt. Na arenę wkracza tajemniczy Yorgi Adams, ostatni rycerz świetlny i mesjasz nowego porządku.
W obrazie chaosu odczytujemy aluzję do schyłku republiki międzyplanetarnej w cyklu „Gwiezdnych wojen” George’a Lucasa, ale przede wszystkim do twórczości Philipa Dicka. Podobny w tonie traktat historiozoficzny, mający źródło w platońskiej filozofii, zadaje pytania: czy świat, który widzimy, jest realny czy to tylko odbicie idei? Czy istniejemy naprawdę, czy tylko śnimy? A może świat jest tylko snem Boga? Korporacjonizm, samotny bohater poszukujący absolutu, tajemniczy narkotyk to „Trzy stygmaty Palmera Eldritcha” lub „Przypomnimy to panu hurtowo” Dicka. Atrybuty fizyczne i psychiczne Yorgiego sytuują go gdzieś między rycerzem Jedi („Star Wars”) a zgorzkniałą postacią z kryminałów Chandlera (mamy oczywiście kobietę fatalną, która nie jest tym za kogo się podaje), bohaterowie posługują się cytatami, aluzjami do Lema, Lucasa, Roberta Heinleina („Odyseja kosmiczna”). Finałowe, zaskakujące rozstrzygnięcie jest bardzo w duchu rozważań teologicznych Dicka.
Jak w każdym komiksie świat przedstawiony budują również rysunki. Jerzy Ozga stworzył je w charakterystycznym dla siebie, czarno-białym, ascetycznym stylu, z którego jest znany od debiutu w 1989 r. („Księga miecza”). Konstruując kadry nawiązał do wielu znanych ujęć z filmowej klasyki. Na poziomie tekstu i rysunku mamy więc grę z czytelnikiem. Widzimy z innej perspektywy słynne schody z „Pancernika Potiomkina” Sergieja Eisensteina, miasto przyszłości z latającymi samochodami („Metropolis” Fritza Langa), nad barem wiszą obrazki odwołujące się do „Śpiocha” Woody Allena, jest targ jak z pierwszej części sagi Lucasa, wizerunki z filmów Terry’ego Gilliama, trylogii „Matrix”. Mamy kadry nawiązujące do renesansowego malarstwa religijnego.
„Yorgi” to chyba najlepszy polski komiks kilku ostatnich lat, o którym idąc tropem Zygmunta Kałużyńskiego – wielkiego admiratora historii z dymkiem – można napisać, że czyta się w nim również obrazy.

Paweł Chmielewski

(recenzja - miesięcznik "Teraz" nr 94)

"Yorgi", rys. Jerzy Ozga, scen. Dariusz Rzontkowski, s. 95, wyd. Kultura Gniewu, Warszawa 2011/2012.