Pokazywanie postów oznaczonych etykietą „Podrzyj. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą „Podrzyj. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 26 stycznia 2016

Podłącz, czytaj, słuchaj (Simon Reynolds, „Podrzyj, wyrzuć, zacznij jeszcze raz. Postpunk 1978-1984”)

W monumentalnym cyklu Marcela Prousta jest genialne zdanie o hrabinie, która ucząc się kroków foxtrota, nie wiedziała, że tańczy po kolana w grobie. Była jak kolorowi, teatralnie przebrani, podstarzali wyznawcy muzyki punkowej, którzy na londyńskim Soho żądali od turystów pięciu funtów za sfotografowanie. Była jak niektórzy bohaterowie książki Simona Reynoldsa o postpunku.
Jak John Lydon, poszukiwacz, jeden z założycieli ruchu, najpierw wokalista Sex Pistols, potem zaprzeczającego ich ideologii i muzyce zespołu PIL, aby u schyłku wieku stać się własną parodią, reaktywując Pistolsów. „Podrzyj, wyrzuć, zacznij” jest napisana z charakterystyczną dla brytyjskiego dziennikarstwa swobodą, łączącą fakty z anegdotą, encyklopedyzm z popularyzatorstwem i ekscytującą dygresją. Jakby skrzyżowanie Paula Johnsona z „Narodzin nowoczesności” z „Outsiderem” Colina Wilsona. Jeśli jesteśmy przy wariackich i obrazoburczych skojarzeniach, to napiszę, że to Proust dla wyznawców Talking Heads, New Order i Joy Division. Jak w podróży od „strony Swanna” do „Czasu odnalezionego” trzeba wyliczyć tydzień absolutnego poświęcenia. Tylko czytać. Genialne asocjacje Francuza polecam zastąpić tutaj stałym łączem internetowym. Napisana w 2005 r., książka Reynoldsa lepiej smakuje. Kilka kartek lektury i skok do YouTube. Zwichrowane projekty Malcolma McLarena nabierają barw, postrzegamy jak z postpunku wyrasta new romantic, odnowiony zostaje rock dzięki melanżowi gotyku i eposów przedchrześcijańskich, wymyślono sample hip-hopu spod znaku Art of Noise.
Autor, publicysta m.in. „Melody Maker” i „The Wire” stawia tezę – punk w sensie muzycznym nie był niczym ciekawym, punkt zwrotny po hipisowskiej rewolcie lat 60. nastąpił w 1978 r. w robotniczych, zdehumanizowanych dzielnicach Manchesteru, Leeds i Cleveland. To czas dziwny i fascynujący – po obu stronach Atlantyku dojrzewa konserwatywna opresja (thatcheryzm i reaganomika), zaś artyści zakładają wytwórnie, sklepy muzyczne i rozgłośnie działające jak spółdzielnie pracy. Nagrania i wywiady skrzą się od dygresji politycznych, literackich, odwołań do antropologii i historii sztuki. Kto nie jest oczytany ten nie założy zespołu. Tytuł kroniki Reynoldsa to aluzja do – futurystycznej – odnowy po okresie absolutnej władzy punkowych zespołów i do frazy z singla grupy Desperate Bicycles: Wytnij, wytłocz i rozprowadź/ Muza z ksero tu i teraz.
Teatralność, performance, widowiskowe szokowanie mieszczucha nie było niczym nowym – zdawać musieli sobie z tego sprawę artyści – nawiązując w nazwach zespołów do ruchu dada i surrealizmu (Cabaret Voltaire, Pere Ubu), lecz rozegrali partię w postindustrialnym krajobrazie. Reynolds potrafi ironicznie podsumować sceniczny image wokalisty Bauhausu, analizuje dziwaczny, przybierający cechy nacjonalizmu „kwasowy faszyzm” i fascynację Mansonem. Requiem dla postpunkowej rewolty, która trwała kilka lat, stała się niebotyczna liczba sprzedawanych płyt, pączkowanie klubów muzycznych i promująca nurt na całym świecie MTV.

Paweł Chmielewski

(recenzja - magazyn "Projektor" 3/2015)

Simon Reynolds, „Podrzyj, wyrzuć, zacznij jeszcze raz. Postpunk 1978-1984”, s. 558, Wydawnictwo Krytyki Politycznej, Warszawa 2015.