Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Sławomir Zajączkowski. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Sławomir Zajączkowski. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 19 sierpnia 2018

Miejsce ciszy (Sławomir Zajączkowski, Hubert Czajkowski, seria "Lux in tenebris")

Paweł Chmielewski
("Projektor" 6/2017)
Dwa miesiące temu ukazał się trzeci tom (zatytułowany „Jellinge”) serii „Lux in Tenebris”. Autorem historii jest Sławomir Zajączkowski, scenarzysta komiksów wydawanych przez IPN (m.in. „Zamach na Kutscherę”, „Akcja pod Arsenałem”), rysownikiem – Hubert Czajkowski z Lipska (niedaleko Ostrowca Świętokrzyskiego), absolwent Zespołu Państwowych Szkół Plastycznych w Kielcach z jej „złotego okresu”, gdy uczęszczało tam wielu, późniejszych twórców opowieści graficznych.

Postarajmy się najpierw zarysować tło historyczne serii. Tom pierwszy otwiera datowanie 1039 r. – interesująca data, po upadku Mieszka II w państwie Polan panował kilkuletni chaos, nazwałbym go nawet „małą smutą” – powstania ludowe, najazdy Prusów i Czechów, wreszcie sklejanie dzielnic przez Kazimierza I, zwanego później Odnowicielem. Ciekawy i słabo rozpoznany okres w historii. Teraz rozszyfrujmy tytuły poszczególnych albumów – w przypadku komiksów Zajączkowskiego i Czajkowskiego są one istotne i stanowią trop interpretacyjny. Tom pierwszy „Romowe” odsyła nas do wymarłego w XVII w. języka Prusów. 

W „Słowniku geograficznym Królestwa Polskiego i innych krajów słowiańskich” (wyd. w latach 1880-1914) czytamy: Mianem tem oznaczali starzy Prusacy siedzibę bogów, miejsce ofiarne, świątynne. (…) Oznacza ona dosłownie miejsce ciszy. (…) Wśród „świętego” lasu, na obszernej płaszczyźnie, znajdował się ten przybytek bogów. W środku stał dąb święty, niezmiernej grubości i wysokości. Do koła drzewa był obwód sześciokątny z kamieni; (…) Przed dębem ku ścianie otwartej stały ołtarze do palenia ofiar i utrzymywania ognia świętego. (…) Ofiary składano w płodach, zwierzętach i ludziach. Uważano to jako szczególną łaskę bogów, kiedy kto wskutek porażenia gromem umierał; było to bowiem znakiem, że go Perkun do grona bogów powołał. (…) Poza domami kapłanów roztaczał się las kilkumilowego obszaru. I ten las był święty. Obcym nie wolno było doń wstąpić, kto zakaz przekroczył padał ofiarą, a krew jego zraszała korzenie świętego dębu. Taż sama kara czekała tego, ktoby się drzewo w gaju świętym ściąć, zwierzę lub ptaka zabić, a nawet uschłe drzewa i chrust zabrać poważył. Najwyższy kapłan zwał się krywe-krywejtą. (…) Temuż przy boku i do pomocy stali liczni kapłani. W Romowem było ich trzy klasy. Najwyższą byli t.z. wajdeloci albo krywejci. Celtyckie skojarzenia, tak powszechnie eksplorowane przez literaturę fantasy, seriale, kulturę popularną i językowy relikt, a obok – niebezpośrednie – odniesienie do powieści poetyckiej Mickiewicza. Tom drugi – „Wilcza gontyna”. Drugi człon tytułu to neologizm, stworzony w poł. XIX w. przez Bronisława Trentowskiego, mający być polskim odpowiednikiem rutenizmów „kącina” i „kupiszta”, które oznaczały „chram” – święte miejsce, często z budowlą sakralną u dawnych Słowian. Tom trzeci – „Jellinge” – odsyła nas do archeologii i historii sztuki. Funkcjonuje pojęcie „stylu Jellinge”, który bierze nazwę od duńskiego Jellinge, miejsca pochówku wikińskiego króla Gorma (poł. X w.), w którego grobie odnaleziono charakterystyczny puchar z motywem dwóch splecionych, w kształt litery S, zwierząt. Tak rozstrzelone tytuły, nazwy z wielu języków, przenoszące nas w obręb Prus (Sambii), okolice Grodów Czerwieńskich na Rusi i domenę Wikingów – sugerują wykorzystanie przez autorów jednego z bardziej charakterystycznych dla kultury motywów wędrownych – toposu podróży.

Osnowa fabularna komiksu „Romowe” również sięga do sprawdzonych konwencji – poszukiwania artefaktu przez śmiałków, wyruszających do tajemniczej, dzikiej krainy. Tym artefaktem jest czaszka św. Wojciecha, uratowana z najazdu czeskiego księcia Brzetysława i ukryta na Mazowszu. Artefakt, co ciekawe i być może wymagałoby osobnej rozprawy, w realizacjach popkulturowych bardzo często odwołuje się do symboliki chrześcijańskiej – od Indiany Jonesa, do trylogii filmowej „Bibliotekarz”. Zestaw zachowań i reakcji bohaterów jest również kanoniczny (bo tak buduje się prawie każdą opowieść z kręgu popkultury – zgodnie z „Morfologią bajki” Proppa) – mamy zdradę (Suła), złego (Ulfgar, kapłan Buzzi), metamorfozę ideową (Daiva). Główni bohaterowie symbolizują, zgodnie z doktryną, dwa filary średniowiecznej monarchii europejskiej – miecz (rycerz Wojmir) i krzyż (mnich Jakusz). Metafizyczne zderzenie dwóch religii to również atrakcyjny wątek, który „podkręca” akcję – z charakterystycznymi antynomiami: dobro-zło, miłosierdzie-brutalność. Krwawe obrzędy są widowiskowe i chociaż niewiele (lub prawie nic) nie wiemy o religii Prusów, to w imię konwencji akceptujemy wizję ofiar z ludzi, przyjętą tak dobrze we wspomnianym Kinie Nowej Przygody autorstwa Stevena Spielberga. Na poziomie historycznym, znając tragiczne losy ludu – moglibyśmy odbierać „Romowe” jako obraz zmierzchu kulturowej formacji, obrazu świata, gdzie istnieli jeszcze, rdzenni mieszkańcy. Autorzy komiksu oczywiście nie interpretują swej opowieści jako, chociażby, figury zestawiającej Prusów z Indianami Ameryki Północnej. „Lux in tenebris”, czyli „światło w ciemności” (cytat ze św. Jana, zawarty w Wulgacie) – wolałbym interpretować jako wychodzenie z cienia ku odradzającej się państwowości pierwszych Piastów. Dzięki zastosowaniu tej właśnie – znanej uczestnikowi kultury – siatki toposów, umieszczonej w egzotycznej (sic!), cudownej, na poły mitycznej rzeczywistości – sprawia, że „Romowe” czytamy z przyjemnością.

Gdy już jesteśmy przy świetle i ciemności, zatrzymajmy się przy rysunkach Huberta Czajkowskiego. Ilustrator m.in. książek Jacka Komudy i rpg „Dzikie Pola” (także graficznej oprawy magazynu „Komiks i my”) już wcześniej „wgryzł” się w tematykę historyczną i poetykę charakterystyczną dla komiksu akcji – jego rysunki są ekspresyjne, pełne dynamiki – dokładnie takie, jakich wymaga tematyka serii „Lux in Tenebris”. Czarno-białe, kreślone tuszem, operują światłocieniem (głównie cieniem), metaforycznie ukazują frazeologizm – „mroki średniowiecza” i oddają klimat chaosu, z którego władcą piastowskiego państwa mógł się wyłonić niekoniecznie Kazimierz, a być może mazowiecki książę Miecław. Sama fabuła postawiła przed rysownikiem ciekawe wyzwanie: wykreowania – bez jakiejkolwiek umocowania w istniejącej ikonografii, bo takiej brak – świata Prusów. Skrzyżowanie, zwłaszcza w scenach obrzędów religijnych, popularnego wizerunki plemion celtyckich (lub fryzyjskich) z rdzennymi Amerykanami, dało interesujący, poza rysunkowy kontekst dla interpretacji utworu. Przy obudowie graficznej każdego z tomów dobrym pomysłem jest również, stylizowana na stare mapy i spotykana w niektórych dziełach literatury fantasy, wklejka z planem obejmującym akcję utworu.

Dwie kolejne części – „Wilcza gontyna” i „Jellinge” – konstrukcyjnie, fabularnie, ideowo, są kontynuacją tomu pierwszego. Zmienia się oczywiście miejsce akcji – na Grody Czerwieńskie i mroźną Danię. Wciąż jest to komiks gatunkowy – tym razem (tom drugi) rolę sił ciemnych odgrywa plemię/ horda – Wilkunów. Ta ludzko-wilcza hybryda, zamieszkująca bagna na Rusi porywa księżniczkę Dobroniegę, narzeczoną Kazimierza Odnowiciela. Na ratunek wyruszają oczywiście Wojmir i Jakusz. Jaką funkcję pełni w tej scenografii angielski duch lasu Hern? Odsyłam do obejrzenia tekstu i przeczytania obrazu „Wilczej gontyny”. Trzeci (jak na razie) tom porzuca cudowność i lekki, choć rodem z koszmaru oniryzm poprzednich albumów – „Jellinge” jest komiksem akcji w stanie czystym. Z Wikingami w rolach bohaterów. Scenariusz skręca w stronę „płaszcza i szpady” – lub precyzyjniej, biorąc pod uwagę realia XI-wieczne – „miecza i kolczugi”. Jest bardziej sienkiewiczowski od dwóch poprzednich odsłon. Jeśli dodamy, że w finale drużyna rozrasta się do trzech osób, to oznacza jedno – ciąg dalszy.

poniedziałek, 25 stycznia 2016

Skurczony obszar wolności [Sławomir Zajączkowski (scenariusz), Krzysztof Wyrzykowski (rysunki), „W imieniu Polski Walczącej”, zeszyt 2, „Kampinos‘44”]


Zaczynamy od dużego, panoramicznego kadru. To mogłaby być ekranizacja „Cichego Donu”, widok jak z Dzikich Pól lub pochód samurajów z filmu Kurosawy. Czujemy przestrzeń, kresowy oddech czasu i przestrzeni. Tak zaczyna się komiks „Kampinos’44” (z cyklu „W imieniu Polski Walczącej”).

Potem przestrzeń już tylko ulega ściągnięciu – ciasne ulice powstańczej Warszawy, kanały w stolicy, jeśli Puszcza Kampinoska, to w naturalny sposób ograniczona przestrzenią drzew. Przestrzeń w komiksie kurczy się – identycznie jak w rzeczywistości – malała odległość oddziału porucznika Adolfa Pilcha („Góry”, „Doliny”) od cofających się wojsk niemieckich i atakującej Armii Czerwonej. Rysunki Krzysztofa Wyrzykowskiego – przypominają mi trochę starą, dobrą szkołę, chociażby Bogusława Polcha czy Grzegorza Rosińskiego, z dodatkiem nowoczesności – charakteryzują się przede wszystkim dobrym wyczuciem koloru, doskonale rozpoznajemy, jaką porę dnia i roku ukazuje konkretny kadr. Kolorem, ale i dynamiką – nie trzeba dodawać, że najbardziej efektowne są fragmenty ukazujące walki w powstańczej Warszawie – lecz najlepszy (i szkoda, że nie całostronicowy) jest obraz niemieckiego bombardowania.

Wyrzykowski od kilku lat ilustruje serię komiksów wydawanych przez Instytut Pamięci Narodowej, do scenariuszy Sławomira Zajączkowskiego (m.in. „Zamach na Kutscherę”, „Akcja pod Arsenałem”, cykl „Wilcze echa”). Narracja komiksu podporządkowana została wspomnieniom Adolfa Pilcha – stąd zarówno pierwszoosobowa forma kilkunastu dymków, retrospekcje i dialogi z charakterystycznym dla połowy ubiegłego wieku słownictwem.

W tym miejscu ledwie skrót historyczny – obszerne, naukowe omówienie znajdą czytelnicy w komentarzu dołączonym do komiksu. To opowieść o potężnym zgrupowania AK „Doliniacy”, walce z „czerwoną” partyzantką, marszu z Puszczy Nalibockiej na pomoc powstańczej Warszawie, stworzeniu w Puszczy Kampinoskiej, de facto niezależnej republiki, bohaterstwie i niezawinionej klęsce. Scenarzysta nie pominął tu ani chwilowego, taktycznego rozejmu z Wehrmachtem, ani dość instrumentalnego traktowania przez dowództwo AK żołnierzy z Kresów, ani wątpliwej roli majora „Okonia” w klęsce ugrupowania „Doliny”.

Komiksy Zajączkowskiego i Wyrzykowskiego pełnią formę podwójną. Edukacyjną – to rodzaj aksjomatu, iż obrazowa historia będzie przystępniejsza niż podręcznikowy rozdział dla uczniów współczesnej, cyfrowej szkoły. Bez obrazowego ekwiwalentu zagrożoną zatopieniem w nudnej czytance. Drugi element – istotniejszy dla starszych czytelników – to, nie nazwałbym tego nawet odkłamywaniem historii, ale wyrównywaniem szans, które już w 1945 r. równe nie były. Pokazaniem całego pokolenia – nie tylko żołnierzy AK, ale i NSZ, które w historiografii istniało szczątkowo, pół/ ćwierć prawdziwie, bez oddania należnych honorów.

Paweł Chmielewski

(recenzja - magazyn "Projektor" 4/2015)


Sławomir Zajączkowski (scenariusz), Krzysztof Wyrzykowski (rysunki), „W imieniu Polski Walczącej”, zeszyt 2, „Kampinos‘44”, s. 60, Wyd. Instytut Pamięci Narodowej, Warszawa 2014.